Pozdrowienia z emigracji, czyli: „Po co nam te obcokrajowce?!” (5)

27 dni po sylwestrowych burdach ulicznych w Kolonii władze Niemiec zaostrzyły przepisy umożliwiające wydalanie cudzoziemców, którzy nie szanują rodzimego prawa. Podobne doniesienia nadeszły ze Skandynawii, swoje przepisy powoli dopasują też inne kraje zachodniej części Europy. Rozpoczęto więc rozprawianie się z kryminogenną częścią Uchodźców, którzy pojawiali się w Europie w każdej fali migracyjnej, odkąd samo uchodźctwo istnieje. Nic w tym dziwnego, można powiedzieć. Dziwne jest natomiast, że taki kraj, jak Polska, kraj doświadczony krzywdą i emigracją od wieków, w takim stopniu sieje nienawiść do jakichkolwiek Uchodźców, nie szczędząc nieludzkich wyzwisk i obelg, z nagminnym już nawoływaniem do zbrodni włącznie.

W ostatnich dniach znowu było głośno o Auschwitz, tym razem za sprawą 71-rocznicy wyzwolenia tego obozu zagłady. Z doświadczenia wiem, że historia nie tylko lubi się powtarzać, ale się powtarza i tak pojawia mi się makabryczny obraz Polski z okresu II WŚ i pytania w tzw. „sprawie Żydów”: czy Polacy tamtych czasów też tak zachowywali się, jak dzisiaj? Czy też było takie stanowcze NIE dla uciekających przed zagładą? Aż mrozi mnie w środku. Myślę w pierwszej chwili, to niemożliwe. Jest mi tak wstyd, że nie chcę o tym myśleć, ale w głowie układa się długa lista: nie dla gejów, nie dla Żydów, nie dla chorych psychicznie... A to jest lista tych, którzy stosunkowo niedawno jako pierwsi szli do gazu, bo człowiek zapomniał, czym jest człowieczeństwo.

Polacy-„Patroci” nienawidzący dzisiejszych Uchodźców krzycząc, że „tą trzodę trzeba wyrżnąć albo zagazować”, z jednej strony wyśpiewują hymny na temat silnej, mocarnej Polski i niezawisłości Narodu, z drugiej jednak obnażają, jak słabym i niedokształconym społeczeństwem są w rzeczywistości. Słaby Naród to taki, który operuje w obszarze myślowym: „Czujesz się krzywdzony - krzywdź innych i poczujesz się lepiej”. Taki stan nie wróży nic dobrego, a na pewno cieszy niezmiernie tak Moskwę, która na dobre już uprawia propagandę wojenną, usiłując destabilizować Europę, jak i Watykan, który religijne wojny prowadzi od początku swojego istnieinia, bo wojny to trwoga. A wiadomo: „Jak trwoga – to do Boga...” – dlatego w kościołach frekwencja rośnie.

Polska tylko dla Polaków, Polska tylko dla katolików, hermetyczne państwo bez zasiek i murów na granicach, ale za to w sercach. Straszne. Do Europy i do Świata tak, ale Świat do nas nie. Nie dla zagranicznych firm, ale dla ich kapitału tak. Nie dla tych, którzy nas w przeszłości krzywdzili (wybaczyć jest słowem obcym), i nie dla tych, którzy dziś są krzywdzeni, jak kiedyś Polacy. Nie wystarczy im nienawiści i dyskryminacji Obcokrajowców, obojętnie skąd pochodzą, czy to Niemcy, czy Syryjczycy. Nie wystarczy nienawiści do przeszłych elit rządzących, nienawiści do historii (tej fałszywej oczywiście), nienawiści do innych wyznań, religii czy też odmiennych orientacji seksualnych. Najbardziej na topie staje się nienawiść Polaka do Polaka, która popycha naszą rzeczywistością w kierunku moralnego dna. Może dopiero tam zrozumiemy, że nie tędy wiedzie droga do pojednania ludzkości i odbijemy się, by zaistnieć już jako mądry, skonsolidowany z innym nacjami Ród, dokładający do rozwoju Świata swoją cegiełkę prawdziwych ludzkich wartości.

Dzisiaj nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać, kiedy ogląda się niektóre wiadomości z Polski. Czysty kabaret - komedia i tragedia w jednym. Bo w sumie można się i uśmiać po pachy, gdy słyszymy o walce PiS z dżender, a i poryczeć się z bezradności można. W najnowszych odcinkach tego show widzimy polityków kolejnej ważnej komisji niby tej dobrej zmiany, którzy zamiast zajmować się nadwyrężoną polityką zagraniczną, czy też gospodarką kraju, zajmują się... No właśnie... Czym oni się zajmują? I tu kończy się śmiech, bo nie chodzi o nic innego, jak o dyskryminację i szerzenie nienawiści.

Jak Obcy z Obcym...

Czyli trochę z innej beczki. Parę tygodni temu pojechaliśmy do Holandii, z psami na spacer, bo mieszkamy parę kilometrów od holenderskiej granicy, a i dojście do Morza Północnego jest tam łatwiejsze, niż po niemieckiej stronie. W centrum małego, romantycznego miasteczka padło nam auto. Pech. Postawiliśmy je pod pierwszy lepszy budynek i co się dzieje? Po paru minutach wyszedł starszy pan, widząc z okna OBCE rejestracje i zapytał, czy coś się stało i czy nie potrzebujemy pomocy? Potrzebowaliśmy, bo holenderski nie jest naszą silną stroną. Za chwilę pojawił się drugi sąsiad... trzeci... „Może wam kawę zapażyć?” – usłyszeliśmy, gdy w tym czasie jeden z panów rozmawiał już z pogotowiem technicznym, które pojawiło się 20 minut później. Co prawda nie mogło na miejscu pomóc, ale chociaż wiedzieliśmy, na czym polega awaria i że czeka nas wizyta w warsztacie.

Samochód musieliśmy zostawić na ulicy pod oknami owych Holendrów i zanim pomyśleliśmy, jak zabrać się za powrót, jeden z panów zauważył, że przecież już ciemno jest, że ten serwis to jakiś nienormalny, bo przecież powinien zorganizować chociaż dowóz do domu, skoro auta nie naprawili... „Co za wstyd!”, denerwował się i stwierdził, że sam nas odwiezie, tylko kapcie zamieni na buty. Poleciał, zanim zdążyliśmy podziękować, wrócił z kluczykami, otworzył swoje luksusowe Audi i nawet nie zarzucał na siedzenia koca, bo ten już tam był. Uśmiechnął się, że też ma 2 psy i to żaden problem. „Wskakujcie”, powiedział, a sam usiadł za kierownicą... Odwiózł nas pod sam dom, oddalony o ponad 50 km i odmówił jakiejkolwiek zapłaty za poświęcone nam niemal 3 godziny prywatnego czasu, o benzynie nie wspominając. „Jesteśmy ludźmi”, rzucił na pożegnanie. „Musimy sobie przecież pomagać. Trzymajcie się i wszystkiego dobrego.” I odjechał...

Wróciliśmy do domu

W miejscowości jesteśmy nowi, nie znamy nikogo, więc na drugi dzień uderzyliśmy do naszego wynajemcy z zapytaniem, czy zna jakiegoś mechanika, bo samochód nam się rozkraczył. A on na to: „O Boże! Moment... Zaraz coś zorganizuję” i w swoim telefonie wybrał jakiś numer. Czekając na połączenie spojżał na nas i widząc niepokój dodał uśmiechając się, że jakby co i jakieś auto było potrzebne na zakupy, czy do pracy, to śmiało mamy do niego podejść; żony auto i tak najczęściej stoi, to możemy zawsze zapukać po kluczyki. „Nic się nie martwcie”, dodał. „My tu się wspieramy, jak coś się komuś przytrafi.”

Telefonicznie umówił innego sąsiada na drugi dzień rano, ten zorganizował jeszcze innego z odpowiednią lawetą i już wieczorem jechaliśmy dokładnie 114 km w tą i z powrotem, żeby odstawić auto do warszatatu w sąsiedniej wsi. Gościu z lawetą, którego widzieliśmy po raz pierwszy w życiu, kiedy chciałem się rozliczyć krzyknął wręcz, że nie ma mowy! „Zabieraj te pieniądze, bo już ci nigdy nie pomogę. My tu inaczej żyjemy!” – i zaczęli się śmiać.

W sumie po trzech dniach auto podjechało pod dom naprawione, a uśmiechnięty i jakby dumny z tego, że mógł pomóc sąsiad oddał kluczyki i do rozliczenia zaproponował... 30 Euro, bo – jak opowiadał - część zamienną jego żona znalazła na Ebayu za 27 Euro... Zbaranieliśmy... Za taki service w Berlinie, gdzie mieszkaliśmy do niedawna, zapłacilibyśmy co najmniej 600...

***
Żyjąc w społeczeństwie różnorakim kulturowo sporo się uczymy. Z pewnością ważne jest doświadczenie, że wszyscy Obcy są tacy sami, jak my: dobrzy i źli. Media mają to do siebie, że pokazują problemy a mniej, gdzie są one rozwiązywane i gdzie życie w mieszanej społeczności może być barwne i pełne pozytywów. Dlatego mamy takie wykrzywione społeczeństwo. Polacy niestety nie mieli szans poznawać "Obcych" za bardzo na żywo, ani nie mogli samych siebie obserwować z pozycji oka sąsiada z Zachodu, kiedy pojawili się w Niemczech po otwarciu polskich granic. Nikt nie przypomina sobie już śmietników w centrum Berlina i innych miast, ani zakamarkowych "toalet", które pozostawiały dziesiątki tysięcy... "brudasów z Polski”. Więzienie na Moabicie pękało w szwach, a głównym językiem tam był nasz ojczysty... Może to tylko taka ironia losu, a może przypomnienie, że wszyscy jesteśmy tacy sami, a różni nas tylko to, że jedni są tzw. skurwie.ami, a inni nie.

Przejdź do: cz. 1 / cz. 2 / cz. 3 / cz. 4
Trwa ładowanie komentarzy...