Czyli co? Polacy znowu nabici w butelkę?

Fot.: Karl-Heinz Laube / pixelio.de
Naobiecywano co niemiara, a jednak były to tylko macanki. Za pięć stów wielu dało się kupić i w efekcie aktywności „nowej władzy” każdy Polak, który w przyszłości chciałby wybrać się „na stałe” na Zachód, nie dostanie już tam wsparcia socjalnego. Wlk. Brytania w zamian za oczekiwany Brexit popisała się mit OUT-Polish-shit, nasi politycy przyklasnęli, zrobili z tego zwycięstwo i szafa gra. Za chwilę to samo zrobią Niemcy i reszta Zachodu, niesolidarność w kwestii Uchodźców z krajów objętych wojną i biedą wraca niczym bumerang z ostrego sierpa...

Kto w Polsce uwierzył, że pierwszoliniowi politycy pracują w trosce o Naród nie zrozumiał wyraźnie, że nie na tym polega polityka, prowadzona przez dzisiejszych jej wykonawców (wszędzie). Dlatego polecam chociaż zastanowić się nad sensem zawieranych „nowych sojuszy” i komu tak naprawdę mają one służyć?



Orban nie chowa się przecież z poparciem dla Putina, a po niedawno zjedzonym z nim obiedzie i zapewnieniach kredytowych Moskwy dla Węgier zapowiedział wręcz, że z jego strony nie będzie poparcia dla dalszych sankcji wobec rosyjskiego agresora. Na Zachodzie konsternacja i pytanie, z kim trzyma Polska, bo nikt tu nie będzie chciał dalej inwestować w państwo, którego rząd pracuje na rzecz powrotu do sfer wpływów Rosji za pośrednictwem jakiegoś nowo kreowanego paktu Wschodu.

W ostatnich dniach z ekranów tv nie schodzą „problemy ’Bolka’” i innych „LOL-ków”, bo wkręcany jest nam kolejny film, który przy obecnych nastrojach dodatkowo dzieli Polaków i pochłania uwagę osób aktywnych społecznie. Patrzę z Zachodu i własnym oczom nie wierzę, jak informacje z Polski skutecznie wkomponowują się w propagandę wojenną Putina, a Polacy dalej dewagują o 500+, Bolku, Migrantach i innych sloganach czasu, nie dostrzegając powagi wydarzeń na świecie, które przy obecnej konstalacji nie wróżą bezkrwawych scenariuszy.

Ja nie wiem, jaką drogą szedł Wałęsa, bo mnie przy nim nie było. Kiedy po stanie wojennym pracowałem w emigracyjnych strukturach Solidarności, gdzieś od 1986 roku twierdzono „w kręgach”, że po Noblu „Wałęsę zupełnie popier**liło i w ogóle nie można się z nim dogadać...” Zawsze i całym sercem broniłem go, jako jedynej postaci polskich „przemian”, przed którą kłaniał się Zachód i tylko z Wałęsą można było iść dalej ku integracji, czego pragnęliśmy dla Polski i całej dołączającej, wschodnioeuropejskiej braci.

Nie wiem, na ile Polacy zdają sobie sprawę, jak nieznanym i niewiele znaczącym krajem była w tych czasach Polska na Zachodzie i jak często mi zadawano pytanie, czy „tam (czyli w Polsce) jest już prąd?” Ale o Wałęsie, który „obalił komunizm”, słyszał każdy. Nie wszyscy wiedzieli dokładnie, że to Polak, nie wiedzieli dokładnie, gdzie Polska leży, czy ma już telewizję i telefony, ale wiedzieli, że „Waleza” to wielki człowiek wielkiego przełomu.

Premier Szydło wmawia Polakom, że wielkie, istotne pakty z naszymi „nowymi sojusznikami” uchronią nas przed jakimiś wyimaginowanymi nieszczęściami, płynącymi ze strony Uchodźców, choć z historii wiadomo, że w sprawach międzynarodowych globalnego wymiaru paktów wobec Polski nikt nigdy nie dotrzymywał i nie raz już czekając na pomoc polegliśmy, polegając na innych. Wynika z tego, że czy Polacy chcą, czy nie i tak będą musieli przyjąć Uchodźców z pierwotnie ustalonej puli (160 tys.), bo to już jest nałożone przez kreatorów globalizacji, a my - z takim poziomem polityki, jak w Polsce - po prostu nie mamy na to merytorycznego wpływu. To jeszcze bardziej doleje oliwy nie tylko do rozpalonego ognia sporów, ale też do putinowskiej machiny wojny.

I tak teorie spiskowe wyraźnie stają się realiami, Krym już przejęty przez „zielone ludziki”, wschodnia Ukraina w rękach „urlopujących prywatnych żołnierzy”... Czy nie nadchodzi czas, byśmy zrozumieli, że przejmowanie Polski przez „Dobrych Zmieniaczy” idzie pełną parą w kierunku "polskiego Majdanu", czyli początku zakamuflowanej aneksji przez Rosję?
Trwa ładowanie komentarzy...