***
Od dawna już wiadomo, że zwycięzcy piszą historię, więc nic dziwnego, że polska historia gmatwana jest nam coraz bardziej. Przed 1989 rokiem Reagan, Gorbaczow, czy Kohl byli przedstawicielami elit, trzymających świat za przysłowiową gębę, ale już 25 lat później wraz z Wałęsą ta sama trójka popychała symboliczne fragmenty muru berlińskiego, ustawione w klocki domino, jako bohaterowie obalenia komunizmu i pierwsi nośnicy wciąż nie istniejącej „wolności”. Bo wolność to z pewnością nie otwarte granice i obalone mury, gdyż te pierwsze z godziny na godzinę można zamknąć, a drugie z dnia na dzień odbudować.
Do roli bohatera rosną więc też powoli choć skutecznie takie postacie, jak Kiszczak i Jaruzelski, ich prywatnym szafom przypisuje się dzisiaj nie wiadomo dlaczego absolutną wiarygodność i nikt nie zapyta o głupotę tych „wybitnych mężów stanu” i specjalistów, prowodyrów służb tajnych i jawnych, jak wpadli na pomysł, trzymania ujawnionych przeciwko Wałęsie i innym „historycznych dokumentów” w prywatnych domach? Pospolity złodziejaszek wie, że kradzionego w domu się nie trzyma, bo może wpaść policja, a szefostwo jednej z lepiej zorganizowanych bezpiek bloku komunistycznego tego nie wiedziało i trzymało skradzione w szafie?
Pomijając szafy i to, kto się sprzedał, a kto nie... Dzisiaj nie ma to większego znaczenia. Polska, jak i wolność faktycznie nie istnieją, statystyczny Polak, czy statystyczny Europejczyk dalej walczą o przetrwanie, o które przy wiązaniu końca z końcem coraz trudniej.
Rządzące elity piszą historię po swojemu, co w określonych odstępach przyczyniało i przyczynia się do mniejszych i większych wojen, na których znowu zarabiają „elity”, a po nich zawsze jest dużo „mniej gęb do wyżywienia”, dużo więcej pracujących za darmo (przy koniecznej odbudowie ze zgliszczy), dużo więcej zarabiają globalni wodzireje przemysłu i zbrojeniówki. A Kowalski, Schmidt, czy też Smith znowu będą mogli się cieszyć z nieistniejącej „wolności” i „lustracji”, które prędzej czy później ponownie okażą się fałszywką, jak fałszywką okazuje się co rusz panująca aktualnie „władza”.
