O autorze
Żonaty społeczniak, lat 53, kochający i kochany. Emigrant polityczny 2.0. Najpierw banicja w 1982 roku kazała opuścić Polskę, potem był powrót w 1998 i druga emigracja w 2002 – tym razem już dobrowolnie. Fundamentalny katolicyzm, wszechobecność watykańskiej mafii i zaściankowość „parafian” – to tylko niektóre powody, dla których trzeba było wiać, by ustrzec moją rodzinę przed tym, co w Polsce wydaje się nie mieć końca. Zapraszam na http://skulski.blog.onet.pl

W czasach katastrofy humanitarnej Świat musi trzymać się razem. Kto zdradza – odpada z gry.

R_by_Rike_pixelio.de
„Zachód” wyraźnie odciął Polskę politycznie. Wszystkie decyzje w sprawie uchodźców i bezpieczeństwa na terenie Unii będą już podejmowane bez naszego „Ale...” Bo w czasach katastrofy humanitarnej, Świat musi trzymać się razem, kto zdradza – odpada z gry.

Z ogromnym niezadowoleniem dostrzegam, jak nielogiczne podejście mają rządzący Polską (ale i większość rządzonych) do polityki światowej, czego efektem jest powstała na arenie międzynarodowej przedmiotowość naszego Kraju. Gloryfikacja Orbana, starającego się narzucić Europie swoje widzimisię w kwestii Uchodźców - co strąciło go na ławkę polityków niereformowalnych, na których Zachód patrzy już tylko z przymrużeniem oka, choć sam problem spędza tutejszym politykom sen z powiek - wylansowała też rząd Polski do roli politycznego pajaca. Jakoś nikt się nie czołga przed Szydło i czołgał się nie będzie; Polska była już w miarę blisko Europy Pierwszej Prędkości (EPP) i mogła mieć w niedalekiej przyszłości sporo do powiedzenia w polityce międzynarodowej, ale dzisiaj to jednak przeszłość i mam nadzieję nadejdzie potwierdzenie dla przysłowia: „Polak mądry po szkodzie”, z akcentem na „mądry”... Ale i to zapewne potrwa.



Bo aby osiągnąć pułap (nie wiadomo dlaczego tak upragnionej!) „roli przewodniej” z taką ilością przysłowiowej słomy w butach, potrzebny byłby cud, a na taki się nie zanosi. Dlatego Polsce potrzebna jest teraz polityczna mądrość, jeżeli nie chcemy mieć znowu Komisariatów i Komisarzy, o czołgach na ulicach, godzinie policyjnej i jakichś tam dekretach nie wspominam, bo wciąż mam nadzieję, że Polsce uda się jednak intelektualny zwrot i pojawią się wreszcie ludzie, którzy zrozumieli, że żaden z dotychczasowych bloków politycznych nie jest wart złamanego grosza, bo ludzie ci są przedłużonym ramieniem kk, czyli wciąż „panującego systemu”, nigdy nie pracowali na rzecz społeczeństwa, a dla Watykanu, który od wieków realizuje własne cele. Tak wykorzystywani i zmanipulowani Polacy nie rozumieją potrzeb czasu i dają się spędzać pod panowanie Rosji nie dostrzegając, że na arenie, jak jeden mąż jedni zwalają winę na drugich, uśmieszki póki co dalej nie schodzą z ust, a drzwi na Zachód zamkną się przed nosem Kowalskiego szybciej, niżby się on spodziewał.

Orban zapowiedział swoje „Veto!”? Szydło chwali się „Zwycięstwem”? Poplecznicy takiej filozofii wydają się nie rozumieć, jaki to błąd polityczny - o moralnym nie wspomnę - odwracać się teraz plecami i zamiast zabłysnąć rozwiązaniami humanitarnymi, zabłysnęli wyłamaniem się „z szeregu”, pośrednio powodując spore zawirowania w spójności Europy. Kiedyś sami uciemiężani przez obcy reżim i w sumie do dziś w trakcie tułaczki za groszem i lepszym światem, obecnie wydają wyroki, jakby nie wiedzieli, czym jest bieda i brak perspektywy na normalne życie.

Dzisiaj to wszystko już, jak przysłowiowa musztarda po obiedzie. Od tego machania szabelką roli nam w świecie nie przybyło, wpływów tym bardziej. „Nasi” politycy wybiegli za Orbanem przed orkiestrę, pokrzyczeli i wrócili dusić swoją nację we własnym sosie odgrażając się, że i tak mieli rację. Co tam krytyka „obcych instytucji”, podpisane umowy, międzynarodowi arbitrzy i nagrania z kamer.

„Polska nie będzie niczyją kolonią!” – słyszymy podniesiony głos, choć w czasach, kiedy Polska rzeczywiście jest „kolonią” Unii i NATO brzmi on co najmniej, jak oderwany od politycznej rzeczywistości i nonsensowny w sytuacji, w jakiej nasz kraj się znajduje – rozkradziony i rozparcelowany pośród watykańsko-politycznej świty. Staliśmy się podmiotem bez armii, bez pieniędzy, bez zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego, podzieleni na lepszych, gorszych, resortowców, akowców, wyklętych i przeklętych, a sama wojna domowa wydaje się być kwestią czasu. I tylko troską napawa mnie przyszłość klakierów dla wszystkich tych populistycznych wypowiedzi, płynących za pośrednictwem mediów, bo zdają się oni nie rozumieć, że z mównic nawołują ludzie zawieszeni w przeszłości, nienawidzący, żądni zemsty... Jakby wszystko już stracili i do stracenia nie pozostało im już nic, a mają fazę zapisania się w księgach historii, bez względu na konsekwencje.
Trwa ładowanie komentarzy...